30 marca 2016

W DALSZYM CIĄGU ZAPRASZAM!!!

lustandlove-niall-horan.blogspot.com




Edytuję ten post gdyż chciałabym serdecznie zaprosić na trwające opowiadanie "Lust & Love" z Niallem Horanem w roli głownej :)


Chciałam spróbować czegoś innego, wiec tematyka opowiadania jest inna niż była w dwóch ostatnich.
Zaskoczyłam Was?

Kocham Zayna, ale jakoś tak wyszło, że naszła mnie ochota na Horana (jakkolwiek by to nie zabrzmiało) xD


Kocham! xxx


P.S. Strasznie się cieszę, że ktoś tu jeszcze czasami zagląda i czyta moje debiutanckie opowiadanie! xxx

9 marca 2016

Epilog

Krzyk.
Płacz.
Ciemność.

- Co się dzieje!? - Do pokoju wpadła zaniepokojona Nancy, zapalając światło.
Mayson zmrużyła oczy.
- Ja... G-gdzie ja jestem? - wydukała zapłakana.
- W Nowym Jorku, w naszym malutkim mieszkaniu. Pamiętasz mnie?
Missi uważnie przyjrzała się znajomej twarzy i wywróciła oczami.
- Tak. Przecież przyjaźnimy się od dzieciństwa.
- No właśnie. Teraz mów co ci się przyśniło - zachęciła Nancy.
Rozmawiały do piątej nad ranem.

***

Noga w gipsie nie pozwalała na swobodny ruch, a tym bardziej na opuszczanie mieszkania. Dlatego też Missi napawała się słodkim lenistwem, rozmyślając nad sensem tego wszystkiego, co się wydarzyło.
Jak to było możliwe, żeby...?
- Już jestem! - zawołała przyjaciółka, pokazując się w progu.
- Kupiłaś to, o co cię prosiłam?
- Oczywiście. - Rzuciła pianki w stronę poszkodowanej. - A teraz wezmę się za przygotowywanie obiadu.
Nancy miała odwrócić się i wyjść z pomieszczenia, ale nagle ją oświeciło.
- Zapomniałabym. - Złapała się za głowę. - Rano dzwonił ten policjant. Chciał z tobą rozmawiać w sprawie wypadku.
- Powinnam oddzwonić?
- Nie. Poprosił, żebyś stawiła się u niego w biurze, jak najszybciej - oznajmiła, a Missi skinęła głową.
Dwie godziny później była w drodze na komisariat.
Dopiero teraz uświadomiła sobie, ze była ofiarą wypadku drogowego, w którym sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia. Dlatego była tak nieźle pogruchotana.
- Ja do... - zaczęła, ale sekretarka jej przerwała.
- Szef uprzedzał. Proszę wejść, oczekuje na panią.
Dziewczyna pchnęła masywne drzwi i niepewnie przekroczyła próg. To, co zobaczyła, prawie zwaliło ją z nóg.
- Witam - odezwał się jako pierwszy.
To on.
- Jak się pani czuje? - zapytał, skanując jej sylwetkę.
Przełknęła ślinę ciężko i zajęła miejsce przed biurkiem.
- Dzień dobry - przywitała się w końcu, ignorując jego pytanie. - Chciał mnie pan widzieć.
- Potrzebujemy pani zeznań w sprawie naszego uciekiniera. - Spojrzał w dokumenty. - Znaleźliśmy go. Nazywa się Louis Tomlinson.
Teraz, to już kompletnie nic nie rozumiała. Gapiła się na mężczyznę z uchylonymi ustami.
- Wszystko w porządku? - zapytał, uśmiechając się lekko.
Odchrząknęła i podrapała się po karku.
- T-tak -  wymamrotała. - Po prostu ostatnio coś ze mną nie tak.
- Jest pani w stanie złożyć zeznania?
- Tak.
Powiedziała mu wszystko, co pamiętała.

***

Godzinę później policjant oznajmił, że może iść do domu. Mieli dowody na tego całego Tomlinsona, który ją potrącił. Nie musiała się już tym martwić.
- Odprowadzę panią do wyjścia - zaproponował mężczyzna.
Nie sprzeciwiła się. Grzecznie podążyła do drzwi. Szli w kompletnej ciszy.
- Pani Mayson - odezwał się, kiedy miała nacisnąć klamkę.
- Tak? - Odwróciła się w jego stronę, napotykając piękne spojrzenie.
- Czy chciałaby pani wyjść kiedyś ze mną na kawę? - zapytał, patrząc jej prosto w oczy.
Na chwilę przestała oddychać.
- Proszę pana, ja... - zaczęła niepewnie.
- Zayn Malik - przedstawił się i wyciągnął dłoń. - Nie mów do mnie, jak do staruszka. Jestem niedużo starszy od ciebie.
Dziewczyna otworzyła szerzej oczy, ale uścisnęła jego dłoń.
- Missi Mayson - odparła.
- Wybacz mi moją śmiałość. - Uśmiechnął się niepewnie i jakby lekko zawstydził.
Ten gest zmiękczył jej serce.
- Wszystko w porządku. - Również się uśmiechnęła.
- Więc, jeśli chodzi o kawę...
Dlaczego miałaby przepuścić taką okazję?
- Z przyjemnością - zgodziła się.
Widoczna ulga wpłynęła na twarz mężczyzny.
- Daj mi swoją komórkę - powiedziała, na co zmarszczył czoło. - Chcę wpisać ci mój numer telefonu - wyjaśniła.
Zayn zrobił głupią minę i podał jej urządzenie, na którym szybko wystukała kilka cyferek.
- Do zobaczenia - pożegnała się i wyszła, nie czekając na reakjcę mulata.

***

Tomlinson był sprawca wypadku, a nie jej przyrodnim bratem sutenerem.
Nie poznała żadnego Liama i nie została zgwałcona.
Wspaniały komisarz Malik, który ją uratował, okazał się być zwyczajnym policjantem, który prowadził jej sprawę.
Nigdy nie była dziwką.
Nigdy nie była na Kubie.
Nie była świadkiem operacji zmiany świadomości.
Nigdy nie pracowała w klubie nocnym.
Nikt jej nie pobił.
Nie było małego Mike'a.
Nigdy nie mieszkała z Malikiem.
Nigdy go nie całowała.
Nigdy go nie kochała.
Nikogo nie zabito.
Zayn żył i zaprosił ją na kawę.
Ona mieszkała z przyjaciółką, kończyła kolejny kierunek studiów i pracowała.
Miała szczęśliwą rodzinę, która czekała na nią w Maine.
To był tylko sen.

It was only just a dream...

------------------------------------------------------------------------

Tak, kochani.
To już OFICJALNY KONIEC opowiadania.
Nie zżyłam się z nim tak bardzo, jak z pierwszym.
Być może dlatego, że jest o połowę krótszy.
Ale również jestem w niego dumna i szkoda mi go kończyć. 
Niestety brak pomysłów na dalszą akcję sprawił, że uświadomiłam sobie brak sensu w dalszym prowadzeniu i ewentualnym pisaniu bezsensownych wątków.

Chciałabym, żebyście podzielili się ze mną swoimi refleksjami związanymi z tą historią.
Bardzo chcę znać wasze opinie.

W sekrecie zdradzę, że biorę się za kolejne opowiadanie, które będzie całkowicie w innym temacie niż dwa ostatnie.

Jak już będę go pewna, to dam wam znać :)

Piszcie, piszcie kochani! xxx

Dziękuję, że ze mną wytrwaliście i mam nadzieję, ze nie nie macie mi za złe takiego końca historii.

7 marca 2016

45.

Patrzył na nią, kiedy spała.
Patrzył na nią, kiedy oglądała telewizję.
Patrzył na nią, kiedy gotowała.
Patrzył na nią.
Przez cały czas.

"Powinnaś być całowana każdego dnia, każdej godziny, każdej minuty." 

Patrzyła na niego.
Zawsze.
Bez powodu.
Nie mogła się powstrzymać.
Zastanawiała się, jak do tego doszło.
Jakim cudem skończyli razem.
Po tylu przeżyciach ich drogi w końcu się zeszły.

"Pozbierać jest się dziesięć razy trudniej, niż rozsypać." 

***

Sobota minęła w mgnieniu oka. Nie robili nic konkretnego. Napawali się spokojem oraz sobą. Mieli świadomość, że jutro miał wrócić Mike i norma dnia codziennego.
- Nudzę się - wymamrotał Zayn, kładąc głowę na ramieniu dziewczyny. - Zróbmy coś szalonego.
Obecnie Mayson była zatopiona w nowo kupionej lekturze, a Malik skończył sprzątać po kolacji.
- Włącz telewizor - zaproponowała, nie odrywając wzroku od kartki.
Wymamrotał kilka słów pod nosem, marudząc.
- Nie chcę oglądać głupot - dodał głośniej.
Missi westchnęła i ostentacyjnie zamknęła książkę.
- Co wymyśliłeś? - Przeniosła na mulata litościwe spojrzenie.
Uśmiechnął się głupio. Mayson od razu domyśliła się, co przyszło mu do głowy.
- Nie jestem pewien, czy chcesz tego słuchać.
Gdyby ktoś z dawnego otoczenia Zayna zobaczył go w stanie, w którym znajdował się od piątku, pomyślałby, że mu odbiło. Dlaczego?
Uśmiechał się.
Dużo.
Nawet żartował.
- Drugi dzień masz wolne mieszkanie. - Wywróciła oczami. - Zrelaksuj się czy coś.
Jęknął przeciągle i oplótł dziewczynę ramieniem, tuląc twarz do jej szyi.
- Łaskoczesz - zachichotała, kuląc się. - Nie ogoliłeś się.
- Przeszkadza ci to? - mruknął i nie zmienił pozycji.
- Lubię twój zarost. Wyglądasz wtedy seksownie męsko - przyznała pewnie.
- Już nigdy się nie ogolę.
Mayson uśmiechnęła się szeroko i odłożyła książkę na stolik do kawy.
- Przekonałeś mnie - rzuciła i odepchnęła go od siebie. - Pójdę zrobić jakąś słodką przekąskę.
Malik zmarszczył czoło, patrząc jak dziewczyna opuszcza salon.
- Radzę ci tu nie wracać! - zawołał zezłoszczony. - Obrażam się!
W odpowiedzi usłyszał głośny śmiech.
Missi wróciła na kanapę pół godziny później, trzymając w dłoniach pucharki z galaretką.
- Proszę bardzo. - Postawiła jeden przed mężczyzną. - Na osłodę nudnego życia.
Zayn bez słowa zabrał się za jedzenie. Był obrażony, a przynajmniej takiego udawał. Nie miał zamiaru odzywać się do dziewczyny jako pierwszy.
Skończył swoją porcję i z westchnięciem odstawił naczynie na stolik. Mayson prychnęła i dokończyła swój przydział.
Potem wyłączyła telewizor.
- Co ty robisz? - Mulat obdarzył ją zdziwionym spojrzeniem.
Bez słowa przysunęła się bliżej i zaatakowała jego usta. Zaskoczony oddał pocałunek, jednocześnie pogłębiając go. Pochylił się, czym sprawił, że Mayson wylądowała plecami na kanapie. Przygryzł jej dolną wargę, uśmiechając się lekko. Cmoknęła go w nos, na co wywrócił oczami.
Ich zabawa szła w konkretnym kierunku i oboje byli tego świadomi.
- Missi? - odezwał się zachrypniętym głosem.
Złączyli swoje czoła i popatrzyli sobie w oczy.
- Hm? - Paznokciami zaznaczyła ścieżkę na nagich plecach mulata.
Pozwoliła sobie wcześniej wsunąć dłonie pod jego koszulkę.
- Jesteś pewna? - zapytał.
- Tak, Zayn. Jestem pewna - odpowiedziała wyraźnie, żeby rozwiać jego wszelkie obawy. - Chcę tego. Chcę ciebie. Teraz.
Nie potrzebował większej zachęty. Ponownie złączyli się w namiętnym pocałunku i zaczęli powoli ściągać z siebie niepotrzebne ubrania. Będąc w samej bieliźnie, Malik nie mógł oderwać wzroku od kobiety przed sobą, która słodko się zawstydziła.
- Oj, przestań już - jęknęła i złapała go za kark, ciągnąc ku sobie. - Nie zatrzymujmy się.
Zaznaczył ścieżkę od szyi po brzuch Mayson, używając jedynie ust. Missi nie mogła powstrzymać się od cichych westchnięć i jęków.
- Jak mogliśmy tak długo zwlekać z tą całą rzeczą? - mruknął Zayn, między całusami.
- Co?
- Czemu to trwało tak długo? Czuję się, jakbym dopiero teraz znalazł właściwe miejsce i właściwą osobę - wyznał, ale nie dał jej odpowiedzieć, bo zaatakował jej miękkie usta.
Po chwili mulat jęknął gardłowo i odsunął się na kilka centymetrów.
- Boję się, że zrobię ci krzywdę - powiedział z przejęciem.
- Dlaczego miałbyś zrobić?
- Znam twoja przeszłość.
- Mieliśmy umowę, pamiętasz? - Uniosła brwi, czekając na odpowiedź.
- No tak, ale...
- Żadnego "ale" - przerwała mu. - Pomóż mi się przełamać i zerwać z przeszłością. Pomóż mi skojarzyć seks z przyjemnością, a nie obowiązkiem. Przy tobie czuję się pewnie i dobrze. Wiem, że nigdy byś mnie nie skrzywdził.
Mulat uwięził ją między swoimi ramionami, opierając się na łokciach i niespiesznie dotknął ustami jej policzka.
Czoła.
Nosa.
Żuchwy.
- Potrzebuję cię, Missi - wyznał z zamkniętymi oczami.
Mile zaskoczona Mayson objęła dłońmi jego twarz i pogłaskała kciukami kości policzkowe.
- Spójrz na mnie - poprosiła i złożyła krótki pocałunek na ustach mulata. Wtedy otworzył oczy. - Ja też cię potrzebuję, Zayn.
Potem ich ciała pochłonęła żądza i namiętność.
Zatopili się w wirze zmysłów i pragnień. Żadne z nich nie spodziewało się czegoś tak  wspaniałego, jak ten intymny rodzaj więzi.

''Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy.''

***

- Patrzcie kto do nas wrócił! - zawołał jeden z współpracowników Zayna i podszedł się przywitać.
Zrobiło to jeszcze kilku innych, z którymi Malik miał dobre stosunki.
- Dobrze, że jesteś - usłyszał za plecami, więc odwrócił się. - Mamy mnóstwo roboty.
- Tak jest, szefie - mruknął obojętnie, widząc twarz, której nie chciał widzieć z samego rana.
Ben Griffin.
- Zabieraj się do roboty.
Malik skinął głową i odwrócił się na pięcie.

***

Mayson oparła się o balustradę schodów, zerkając na wyświetlacz komórki. Zostało dwie minuty do dzwonka. Piąty raz od tygodnia przychodziła po Mike'a do szkoły. Kiedy w wolny weekend Zayn nalegał, żeby się nie wyprowadzała, ona postawiła warunek zajmowania się chłopcem na pełen etat. Obiecała sobie być dobrą partnerką.
Czy była jego oficjalną dziewczyną?
Nie do końca była tego pewna. Ani razu nie usłyszała tego z ust mężczyzny, mimo że bardzo się do siebie zbliżyli i czasami nie potrafili się od siebie oderwać.
- Już jestem. - Podbiegł do niej szczęśliwy Mike.
- Jak poszła klasówka z przyrody? - zagaiła, kładąc rękę na jego ramieniu.
- Była trudna, ale chyba sobie poradziłem - posmutniał. - Będziecie źli, jak dostanę złą ocenę?
- Żartujesz? - zdziwiła się. - Wiadomo, ze chcemy, żebyś miał jak najlepsze oceny, ale nie zamierzamy cie karać za te gorsze. Każdemu się zdarza. Wszystko jest w porządku do czasu, aż się starasz dobrze uczyć.
- Naprawdę?
- Tak. - Skinęła głową. - Mielibyśmy pretensje, gdybyś był leniuchem i w ogóle nie chciał się uczyć.
Chłopiec przytulił ją, a kiedy wrócił na swoje miejsce zobaczyła piękny uśmiech na jego twarzy.
- Jesteś najlepszą drugą mamą pod słońcem - powiedział i pobiegł do wyjścia. - Chodźmy!
Oniemiała Mayson ruszyła za pełnym energii dzieckiem, które nazwało ją swoją drugą mamą.
Jak miała to odebrać?

***

Zayn pracował do czasu, aż w końcu wykonał wszystkie polecenia, jakie mu dano. Mógł skończyć po ośmiu godzinach nieprzerwanej roboty. Przebrał się w czyste ubrania i luźnym krokiem wyszedł tylnymi drzwiami.
To był ten moment.
Goryle Griffina własnie ładowały torebki z narkotykami do pudeł i szczelnie je zaklejali.
Zobaczyli go.
- Co ty tu robisz?! - ryknął jeden, robiąc krok w stronę mulata. - Schowaj ten telefon!
- Spierdalaj! - wrzasnął drugi.
Malik stał przez chwilę nieruchomo. Ciało nie odbierało sygnałów mózgu, który dosłownie błagał je o ruch. Ale zdążył zrobić zdjęcie i wsunąć komórkę do kieszeni.
- Zaraz cię dorwiemy, a potem nie będziesz wiedział, jak się nazywasz! - Kolejny krzyk.
Wtedy mulat zerwał się do biegu. Wiedział, że go gonili. Wiedział też, że nie mógł tu wrócić. Gdyby to zrobił, zabiliby go.
Teraz znał tajemnice swojego szefa i miał dowody na jego nielegalną działalność.

***

- Jestem. - Zdyszany przekroczył próg mieszkania.
Odetchnął, oczyszczając myśli. Nie chciał martwić Mayson tym, co się wydarzyło. Nie zamierzał jej o tym mówić.
- Jestem w kuchni - odezwała się.
Podszedł do Missi i przytulił się do jej pleców.
- Gotuję - zachichotała, kiedy odsunął jej włosy na jedno ramię i pocałował ją w szyję.
- Wiem - mruknął. - Tęskniłem z moją piękną dziewczyną.
Na te słowa wstrzymała oddech i zręcznie odwróciła się do mulata. Celowo popchnęła go na środek kuchni, żeby nikt nie oparzył się o gorące naczynia.
- Naprawdę? - zapytała cicho.
Pokiwał twierdząco głową, przyciągając dziewczynę do siebie. Zaplótł dłonie na dole jej pleców.
- Gdzie Mike? - wyszeptał.
- Jest zajęty bajką - mruknęła i stanęła na palcach, żeby zrównać spojrzenie z Malikiem.
Pochylił się, łącząc ich usta. Przesunął jedną z dłoni niżej, na pośladek dziewczyny. Spokojnie stwierdził, że mógłby całować ją bez przerwy.

"Ludzi nie kocha się za to, że są doskonali, tylko pomimo to, że tacy nie są."

Jednak jego myśli rozpraszało coś innego. Był zmartwiony swoim dalszym losem.
- Co się dzieje? - Mayson westchnęła o odchyliła się, żeby uważnie przyjrzeć się twarzy Zayna.
Zmarszczył czoło.
- Nic - odparł nieszczerze.
- Wyczułam to. - Uniosła prowokująco brew. - Więc?
- Nie rozumiem, o co ci chodzi. - Wzruszył ramionami.
Pokręciła głową i wywróciła oczami.
- Idź odpocząć - nakazała, jak małemu dziecku. - Widać, że padasz z nóg.
- Chodź ze mną. - Uśmiechnął się, chcąc ją zachęcić.
- Nie mogę. Muszę dokończyć obiad.
- No dobra - jęknął, robiąc smutną minę. - To idę.
Missi zaśmiała się pod nosem i wróciła do gotowania. W tym samym czasie, kiedy sięgnęła po łyżkę, poczuła uderzenie na tyłku. Oburzona spojrzała na stojącego w progu Malika.
- Czy ty właśnie...?
- Tak. Zrobiłem to - przyznał się, zanim dokończyła pytanie.
Zgromiła go spojrzeniem, a on z cwaniackim uśmiechem opuścił pomieszczenie.

***

"A gdy nasze wargi się zetknęły, wiedziałem, że gdybym nawet dożył setki i zwiedził wszystkie kraje świata, nic nie da się porównać z tą jedną chwilą, gdy po raz pierwszy pocałowałem dziewczynę moich marzeń, i byłem pewny, że moja miłość będzie trwała wiecznie." 

Po miesiącu męczenia się w małej kawalerce przeprowadzili się. Zayn, Missi i Mike stworzyli rodzinę, która miała ciekawe początku. Układało im się bardzo dobrze.
- To była genialna decyzja z tą zmianą mieszkania - przyznała Mayson, kiedy rozglądali się po przytulnej sypialni.
Tym razem Mike miał swój pokój, Zayn i Missi sypialnie, a do tego znalazł się jeszcze niewielki salon, kuchnia i łazienka. Pieniądze, które Zayn od początku pracy odkładał na koncie wystarczyły na wszystko. Nawet został im jeszcze spory zapas.
Missi od dwóch tygodni pracowała w pobliskiej restauracji, gdzie zarabiała dość dobrze. Malik do tej pory nie powiedział jej o tym, co stało się w pracy, do której już nigdy nie poszedł. Cały miesiąc dorabiał u znajomego lakiernika.
Na czarno.
- Tu jest super! - zawołał ze swojego pokoju zadowolony chłopiec.
Zayn z zaskoczenia pocałował Missi w usta, ale odsunął się zbyt szybko, żeby mogła pogłębić pieszczotę.
- Nie drocz się - zagroziła, kiwając palcem.
Mulat wzruszył ramionami i zniknął w łazience.
Pierwszy raz od dwóch lat był szczerze zadowolony z życia. Miał syna i wspaniałą dziewczynę. Do tego chłopiec uznał ją jako drugą matkę, co sprawiło, ze serce Malika prawie się zatrzymało, kiedy mu o tym powiedziała.
Czego mógł chcieć więcej?
Pewności, ze był bezpieczny...
Nikt nie nachodził go od tamtego momentu, ale był pewien, ze nie zapomnieli. Czuł się obserwowany. Bał się o Mike'a i Missi.
- Poradzę sobie - powiedział do swojego odbicia w lustrze.
Bardzo chciał w to wierzyć.

"Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości." 

***

- Jutro pracuję do późna - Mayson westchnęła ciężko, kiedy leżeli wieczorem w łóżku.
- A ja mam wolne - odparł zadowolony Zayn.
- Dlaczego kazali mi harować w sobotę? - oburzyła się i uderzył pięścią w materac.
Malik zaśmiał się z jej reakcji, a potem ułożył się wygodniej i zaprosił gestem dziewczynę, żeby położyła się obok. Mayson bez zastanowienia położyła głowę na torsie Zayna i przymknęła oczy.
- Mam głupie wrażenie, że wydarzy się coś złego - mruknęła.
- Przeszliśmy dużo złego, więc nie wydaje mi się, żeby przydarzyło się nam coś jeszcze - zażartował.
Dźgnęła go w brzuch, na co zareagował jęknięciem.
- Nie rób tak - wymamrotał.
Cmoknęła jego skórę w miejscy, gdzie wcześniej był jej palec.
- Teraz lepiej - odparł zadowolony.
- Idźmy już spać - ziewnęła. - Musisz mieść jutro jutro energii, żeby upilnować syna.
Pocałowali się na dobranoc i wtuleni zamknęli oczy.

Czy mieli świadomość, że był to ich ostatni spokojny sen?

***

Nadeszła sobota, a Mayson myślała, że umrze z nudów. Restauracja świeciła pustkami. Nikogo nie było. Nie miała kogo obsługiwać. Co jakiś czas pojawił się pojedynczy gość, który zamówił jedno danie, a potem wychodził.
- Jak się trzymasz? - zapytała koleżanka po fachu, Elle.
- Jestem w trakcie uczenia się zasypiania z otwartymi oczami. Jak tak dalej pójdzie, to będę w tym mistrzynią.
- Mam to samo - westchnęła. - Czasami nie rozumiem naszego szefa.
- Tym bardziej, ze wyleguje się w domu - syknęła Missi, mrużąc oczy.
Wyglądała komicznie, co zauważyła koleżanka i się zaśmiała.
- Jeszcze tylko godzina.
- Tak.
Pozostały czas spędziły na rozmawianiu, sprzątaniu i przeliczaniu dziennego zarobku, który był bardzo słaby w porównaniu z innymi dniami. W końcu Mayson była wolna. Z radością przebrała się i wybiegła z budynku, żeby złapać taksówkę do domu. Nie było problemu, wiec dotarła na miejsce w dwadzieścia minut. Czym prędzej wdrapała się na drugie piętro i zamarła.
Drzwi do mieszkania były otwarte.
Ostrożnie zajrzała do środka, ale nikogo nie zobaczyła. Było cicho jak makiem zasiał.
Bała się.
Cicho weszła do środka i uważnie rozglądała się po pomieszczeniach. W kuchni i łazience było czysto. Nie widziała oznak włamania i ewentualnej kradzieży.
- Zayn? - zapytała w przestrzeń. - Jesteś?
Nikt jej nie odpowiedział. Łzy zebrały jej się pod powiekami.
- Mike? - spróbowała, ale tym razem skutek był taki sam.
Tłumiąc szloch weszła do pokoju chłopca.
Był tam.
- Mike! - wrzasnęła, opadając na kolana. - Mike! Obudź się! Mike, jestem tutaj! Mike wstań!
Jej wrzaski na nic się nie zdały.
Chłopiec leżał obok łóżka w kałuży krwi.
Był blady i zimy.
Miał dziurę w klatce piersiowej.
Mayson zerwała się na równe nogi, zanosząc się płaczem. Nie mogła oddychać. Zacisnęła zęby i zerwała prześcieradło z posłania. Przykryła nim chłopca.
Na chwiejnych nogach przeszła do salonu. Na stoliku leżała mała, biała karteczka...

"Myślałaś, że odpuściłem? Mam nadzieję, ze nie byłaś aż tak głupia. Zdradziłaś mnie, więc musiałaś za to zapłacić. Twój policjancik również. Zabawne, że nie pamiętał mnie, kiedy stanąłem w progu razem z kumplami. Coś mu się stało? Liam coś wywinął? Wiesz co? Nie obchodzi mnie to. Pragnąłem zemsty. Dostałem ją. Teraz czuję się spełniony i mogę zostawić cię w spokoju. Na przyszłość uważaj w co się pakujesz. Nie narób sobie więcej kłopotów, skarbie. 
Kocham cię siostrzyczko. Żyj dobrze.
L.T"

Przycisnęła dłoń do ust, a jej oczy przysłoniły ciemne plami. Miała zemdleć, ale w porę przytrzymała się kanapy. Tomlinson przyszedł i odebrał swoje...
Missi pobiegła do sypialni.
To był błąd.
Zayn leżał na podłodze i trzymał rękę na ranie brzucha z której wypływała okropnie duża ilość krwi.
- Missi - wychrypiał, dławiąc się krwią. - Gdzie Mike?
- Zayn - płakała. - On go... Mike nie...
Nie potrafiła się wysłowić. Ale Zayn już wiedział.
- Nie płacz - nakazał słabym głosem. - Nie możesz.
- Wiedziałam! - krzyknęła. - Wiedziałam, że po mnie przyjdzie! To ja miałam paść jego ofiarą nie wy!
Na czworaka doczłapała się do bladego mężczyzny i położyła jego głowę na swoich kolanach.
- Nie zostawiaj mnie - jęknęła. - Proszę.
- Missi...
- Błagam cię, Zayn - płakała.
- *Poznanie ciebie było najlepszą rzeczą, jaka mi się w życiu przytrafiła. Byłaś moim najlepszym przyjacielem i kochanką, i nie żałuję ani jednej sekundy spędzonej z Tobą. Dzięki Tobie znowu poczułem, że żyję. Nigdy ci tego nie zapomnę. Zawsze będziesz najlepszą cząstką mnie - wyznał ostatkiem sił.
Starał się patrzeć w jej oczy, ale powieki zdawały mu się ciążyć.
- Kocham cię, Zayn.
Łzy moczyły jej twarz, bluzkę i kapały na włosy mulata.
Nie odpowiedział.
Nie mógł.
Nie żył.
Ona zaniosła się płaczem. Z ledwością podniosła się na równe nogi i zrobiła to samo, co w przypadku Mike'a.
­- Choć już tego nie słyszysz, pragnę, byś wiedział, że na zawsze pozostaniesz cząstką mnie. Zasłużyłeś sobie na szczególne miejsce w moim sercu, którego nikt nigdy nie zajmie -  powiedziała, zaciskając dłonie w pięści.
Ostatni raz popatrzyła na bezwładne ciało mężczyzny, którego pokochała od pierwszego wejrzenia i odeszła. Otępiała wyszła z budynku.
Zabrał jej wszystko.
Nie miała powodu by żyć.
Nie zatrzymała się...

Weszła prosto pod pędzący autobus.

***

"Jeśli ktoś kocha nas aż tak bardzo, to nawet jak odejdzie na zawsze, jego miłość będzie nas zawsze chronić."

--------------------------------------------------------------------------------

To koniec.

Płaczę.

Będzie jeszcze epilog na podsumowanie.

Przepraszam...

4 marca 2016

44.

Lepiej usiądźcie, jeśli stoicie xD

Czekam na wasze reakcje ^.^

-----------------------------------------------------------------------------

Chłopiec odchylił głowę i popatrzył zdumionemu mulatowi w oczy.
- Mogę tak na ciebie mówić? - zapytał niepewnie.
Przez chwile Zayn nie wiedział, co odpowiedzieć.
Miał się za jego ojca?
Był godzien tego tytułu?
- Jeśli tylko chcesz - odparł z lekkim uśmiechem. - W końcu jesteś moim synem.
Tak naprawdę coś w środku sprawiło, że miał ochotę się śmiać.
Z radości.
Mayson przyglądała się całej sytuacji rozczulona. Była świadkiem nawiązania się niesamowitej więzi między dwoma pozornie obcymi sobie osobami. Była dumna. Z Zayna i z Mike'a. Czuła się szczęściarą, mogąc widzieć takie zajście. Zauważyła zmianę w postawie Malika wobec chłopca po tym jednym, ale ważnym określeniu.
Po emocjonującym dniu wszyscy zasnęli w szybkim tempie.

***

- Należy wam się odpoczynek - powiedziała sąsiadka, pani Merc. - Wezmę chłopca do siebie.
- Nie mam zamiaru robić problemu - upierał się Zayn.
- Gdzie jest Mike? Zapytajmy go o zdanie.
- Wyszedł z Mayson na zakupy.
Kobieta westchnęła ciężko.
- Czemu nie mówisz jej po imieniu?
- Nie wiem, po prostu. - Wzruszył ramionami. - Czy to ma jakieś znaczenie?
- Ma piękne imię. Pasuje do niej. Jest naprawdę uroczą dziewczyną - stwierdziła z uśmiechem.
- Nie zaprzeczę.
- Nie dziwię się, że trzymasz ją przy sobie - rzuciła po prostu, czym zaskoczyła mężczyznę.
- Ja... - zaczął niepewnie.
- Dobrze, że Mike ma kogoś takiego obok siebie. Jesteś wspaniałym opiekunem, ale mimo wszystko nikt nie zastąpi kobiety w życiu dziecka. Zwłaszcza, że mama chłopca zginęła i już nigdy nie wróci. Postępujesz właściwie.
- Pani chyba się trochę zapędziła - zaśmiał się. - Ja nie trzymam jej przy sobie.
- Więc czemu ciągle z wami mieszka? Mimo ciasnoty?
Nie odpowiedział.
- Widzisz. - Mrugnęła do niego. - Wierz mi, że umiem zauważyć ludzkie emocje względem innych. To mój mały, potajemny dar.
- Mayson i ja... My nie... Nic nas nie łączy - sprostował, drapiąc się w kark.
- Jesteś pewien? Widziałeś jak na ciebie patrzy? - Pani Merc uniosła brwi, krzyżując ramiona na piersi.
Czasami zachowywała się, jak jego matka. Nie przeszkadzało mu to. Właściwie, to potrzebował takiej osoby, a ona idealnie się do tego nadawała. Była wspaniałą opiekunką Mike'a i zastępczą matką Malika.
Biologicznej nie pamiętał...
- Zdaje się, że rozmawialiśmy o czymś innym - wykręcił się z niezręcznego tematu.
- Wnuczek mojej przyjaciółki przyjeżdża do mnie na weekend. Jest w wieku twojego syna, więc świetnym pomysłem jest, żeby przez ten czas Mike nocował u mnie. Przecież nie będzie daleko. Zaledwie na drugim końcu korytarza.
- Czyli i tak będzie mnie odwiedzał. - Zayn wywrócił oczami.
- Więc umówmy się, że na to nie pozwolę. Przez trzy dni będziemy udawali, że to nie jest ten sam blok, ani ta sama klatka - zaproponowała, licząc na zgodę ze strony mulata.
Jej planem było danie wspólnego czasu Missi i Malikowi. Widziała, jak ich do siebie ciągnie. Zamierzała potajemnie wesprzeć los.
- Niech będzie - westchnął.
- Spakuj go i wyślij do mnie, jak tylko przyjdzie do mnie. Już z nim rozmawiałam na ten temat.
- Słucham? - Wytrzeszczył oczy. - Czy ten dzieciak ma przede mną tajemnicę?
- Oczywiście, że nie - odparła ze śmiechem. - Muszę iść ugotować obiad dla chłopców. Jeremy niedługo też przyjedzie.
Malik zamknął za nią drzwi, śmiejąc się pod nosem. Teraz musiał tylko zaczekać na te dwójkę.
Dwadzieścia minut później w korytarzy zjawia się roześmiana para, sprzeczając się głośno.
- Coś się stało? - Zayn stanął w progu kuchni i oparł się o framugę drzwi.
- Wszystko w porządku - odpowiedziała wesoło Missi.
Mulat skinął głową, obserwując dziewczynę. Zastanawiał się nad słowami sąsiadki.
- Mike? - Niechętnie oderwał od niej wzrok. - Słyszałem, że umawiałeś się na coś z panią Merc.
Chłopiec spuścił wzrok i nie odezwał się.
- Nie bój się. Już wiem o wszystkim. Twoja torba jest w salonie. Weź ją i możemy iść - powiedział, a syn przytulił go, szepcząc "dziękuję".
- Tylko bądź grzeczny! - zawołała Mayson, patrząc jak Malik go odprowadzał.
Wrócił kilka minut później. Spotkali się w kuchni, gdzie Mayson była w trakcie rozpakowywania zakupów. Mężczyzna zajął miejsce przy niewielkim stole.
- Pani Merc jest niesamowitą kobietą - rzuciła z dumą. - Nie wiem skąd bierze tyle krzepy.
- Podzielam twoje wątpliwości. Może wciąga koks, albo coś - zażartował.
- Na sto procent. - Dziewczyna odwróciła się w jego stronę i zrobiła głupią minę.
- Jesteś słodka - wyrwało mu się, po czym zacisnął usta.
- Naprawdę tak uważasz? - Zarumieniła się.
Malik wstał i zbliżył się do dziewczyny. Stali na środku pomieszczenia, tworząc między sobą małą przestrzeń.
- Mhm - przytaknął, nie spuszczając z niej wzroku.
Speszyła się i pochyliła głowę, bawiąc się krańcem koszulki. Nic się nie wydarzyło. Poczuła dotyk na ramieniu, a potem zobaczyła jak stopy Zayna się oddalają.
Uśmiechała się.
Pierwszy raz w życiu była naprawdę szczęśliwa.
Ale czy miała pewność, że to nagle się nie skończy?

***

- Chyba sobie żartujesz! - prychnęła. - Jim Carrey jest najlepszy!
- Nie zgodzę się z tobą, Mayson. - Kręci głową, popijając piwo.
- Nie znasz się - rzuciła oburzona.
- Dopiero twierdziłaś, że twój ukochany to Johnny Depp. - Wywrócił oczami.
- Oh, zamknij się - bąknęła pod nosem.
- Uważaj na słowa - ostrzegł z uśmiechem. - Mieszkasz u mnie.
Mayson prychnęła śmiechem, a Zayn wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
Co ją tak rozbawiło?
- Jesteś niesamowity! - zawołała między salwami śmiechu. - Uwielbiam twoje towarzystwo!
Dopiero po chwili uświadomiła sobie, co powiedziała. Momentalnie zamilkła i wlepiła wystraszone spojrzenie w mężczyznę.
Nastąpiła kilkuminutowa cisza.
- Muszę ci coś powiedzieć - powiedział nagle Zayn.
- Tak? - Zamrugała i wyprostowała plecy.
- Od jakiegoś czasu... - Nie wiedział, jak zacząć. - Odkąd mieszkasz z nami dzieje się coś dziwnego. Pierwsza sytuacja zdarzyła się, kiedy Mike cię rozpoznał. Znaczy... Pewnie nie masz pojęcia, o czym mówię. Spieszę z wyjaśnieniami. Otóż ja... Jakby... Um...
- Oddychaj - przerwała mu. - Spokojnie, mamy czas.
Przesiadła się z fotela na kanapę, żeby być bliżej niego. Już wyczuła napięcie, które nagromadziło się w mieszkaniu.
- Miałem przebłyski z przeszłości, której, jak wiesz, nie do końca pamiętam - wyznał w końcu.
Patrzył przed siebie. Natomiast Mayson uważnie obserwowała jego profil.
Złapała go za dłoń.
- Co widziałeś?
Oddał uścisk i odetchnął głęboko.
- Ciebie i malutkiego Mike'a pijącego mleko w nocy. Siedziałaś na blacie w kuchni.
Otworzyła usta ze zdziwienia. Rzeczywiście tak było.
On pamiętał.
- Tak, nie mógł wtedy spać - przyznała. - Czy widziałeś coś jeszcze?
- Głównie były to sytuacje związane z tobą. Twój widok sprawiał, że widziałem cię jakby na raz w dwóch sytuacjach. Kiedyś i teraz.
Kolejny przebłysk.
Zaniemówił.
- Zayn? - Zmarszczyła czoło, a on nie zareagował. - Słyszysz mnie?
Gapił się na ścisnę, nic nie mówiąc.
- Znowu coś widziałem - odparł niewyraźnie po krótkiej chwili.
Dziewczyna czekała, aż rozwinie odpowiedź.
- Ciebie... Mnie... Nas... W jakimś mieszkaniu, ale nie tym. Siedzieliśmy na kanapie. Znaczy ja siedziałem, a ty... - urwał i spojrzał na Mayson zdezorientowanym wzrokiem.
- Siedziałam na twoich kolanach - dokończyła z nadzieją, że się nie myliła.
Skinął głową na potwierdzenie i przeczesał dłonią włosy.
- Wtedy pierwszy raz się całowaliśmy - dodała cicho. - W sumie, to była dość zabawna sytuacja.
- Wiem.
- Skąd?
- Wyczułem to. Chyba... - Zrobił śmiesznie zdezorientowaną minę.
Missi uśmiechnęła się szeroko.
- Nie przejmuj się - powiedziała nagle. - Cieszę się, że cokolwiek pamiętasz i teraz możesz mi wierzyć, że cię nie okłamałam. Nie będę naciskała na więcej informacji. Teraz jesteś tym, kim jesteś, a ja nie mam na to wpływu.
Wtedy wydarzyło się coś, czego oboje się nie spodziewali.
Malik złapał ją za biodra i pociągnął na swoje kolana, a serce prawie wyskoczyło mu z piersi. Znaleźli się dokładnie w takiej pozycji, jak z wspomnienia.
- Co ty...? - zaczęła, ale urwała, kiedy zobaczyła wyraz twarzy mulata.
Wyrażała pragnienie spokoju i zrozumienia.
Zarumieniła się i położyła dłonie na jego ramionach. Przysunął ją bliżej. Prawie dotykali się klatkami piersiowymi. Napięcie okazało się być nie do wytrzymania. Oboje jednocześnie pochylili głowy, żeby w połowie drogi spotkać się w pocałunku.
Delikatnym, uważnym zetknięciu ust.
- Zayn - westchnęła Missi z błogością, pozostawiając przymknięte powieki, kiedy się rozłączyli.
- Spójrz na mnie - poprosił, a ona to zrobiła. - Chcę cię uprzedzić, że to co sobie przypomniałem nie świadczy o tym, że wrócę dawny ja. Już nigdy nie będę tamtym Zaynem Malikiem, którego poznałaś na początku. Przepraszam, ale nie potrafię tego zrobić. Nawet dla ciebie. Musisz zaakceptować mnie własnie takiego, albo odrzucić. Wybór należy do ciebie.
- Już dawno cię zaakceptowałam. Nie dostrzegłeś tego? - przerwała mu, marszcząc brwi.
- To uczucie, kiedy jestem z tobą... - kontynuował, ignorując jej pytanie. - Jest dobre. Jest znajome. Podoba mi się i chciałbym, żeby pojawiało się jak najczęściej. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że chciałem tego od początku. Znaczy odkąd zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Wtedy w burdelu... Byłem zdezorientowany. Wiedziałem, że stało się coś złego, ale nie potrafiłem tego zidentyfikować. Gdzieś w głębi siebie chciałem tego. Chciałem nas. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy...
- Jakiej? - Delikatnie przesunęła palcami po zarysowaniu jego żuchwy.
Zrobiła to niepewnie, obawiając się reakcji mulata.
- Dlaczego uczucie dawnego mnie przeniosło się na obecnego mnie. - Zmrużył oczy. - To naprawdę dziwne.
Dziewczyna zachichotała, zakrywając wolną ręką twarz. Oparła czoło na ramieniu Zayna i tak została.
- Bałam się, że wyrzucisz mnie z mieszkania i każesz radzić sobie samej. Byłam tą wizją przerażona - wyszeptała. - Zginęłabym bez jakiejkolwiek pomocy.
W odpowiedzi owinął ramiona wokół jej drobnego ciała i przysunął do siebie na maksymalnie bliską odległość.
 - Nie mógłbym od tak cię wyrzucić. Przecież Mike cię uwielbia, dlatego się zlitowałem - odparł, rozładowując napiętą atmosferę.
Czyżby Zayn miał jednak poczucie humoru?
Tym samym zniknęła nuta namiętności, jaka się wytworzyła. Missi odchyliła się, żeby spojrzeć mu w oczy.
- Jesteś takim samym głupkiem, jak przed dwoma laty - bąknęła, udając obrażoną.
- I tak mnie lubisz - droczył się.
- Masz szczęście, inaczej już byś leżał na podłodze - prychnęła z wyższością.
Uniósł brwi zaskoczony.
- Trenowałam krav magę - wyjaśniła. - I jestem w niej świetna.
- W takim razie... - Jednym ruchem przerzucił ją tak, że znalazła się pod nim.
Leżeli na podłodze.
- Nie przygotowałam się - jęknęła, wpatrując się w twarz nad sobą.
Malik opierał się na dłoniach po obu stronach jej ramion.
- Napastnik nie będzie czekał na twoje pozwolenie, Mayson.
Dlaczego nie wypowiadał jej imienia?
Pokręciła głową i spróbowała użyć specjalnego chwytu. Prawie jej się udało i zapewne zrzuciła by z siebie ciało mulata, ale przeszkodził jej.
Przeszkodził.
Bardzo bezczelnie.
Oczywiście zaczęli się całować, a potem niestety nie mogli przestać.

***

- Boli mnie biodro, Zayn - mruknęła niewyraźnie.
Jej twarz była przyciśnięta do torsu mężczyzny. Ciągle leżeli na twardej i zimnej podłodze. Od jakichś trzydziestu minut. Musieli przestać wymieniać się pocałunkami, bo ich usta aż zdrętwiały.
Malik westchnął, podniósł się, wziął ją na ręcę i położył na rozłożonej kanapie.
- Wiesz, że mamy jeszcze dwa dni bez Mike'a? - zapytała zaczepnie.
- Coś planujesz? - zainteresował się.
Położył się obok niej, ale nie zgarnął jej w ramiona. Po prostu oparł się na łokciu i spoglądał na jej twarz.
- Kompletnie nic. - Wzruszyła ramionami. - Tak tylko chciałam przypomnieć.
- Dobrze - mruknął.
Zamilkli.
Mayson nie mogła przestać się uśmiechać. Nie wierzyła, że właśnie spełniało się jedno z jej marzeń, które dotychczas wyśniła. Nie miała ich wiele. Po prostu chciała żyć godnie i bezpiecznie. Mimo wszystko, gdzieś tak w środku, bała się zemsty Tomlinsona. Była również szansa, że nigdy więcej mogłaby go nie spotkać, ale tego nikt nie był w stanie jej zapewnić.
- Myślałem o większym mieszkaniu - odezwał się nagle.
- Po co?
- To jest trochę za ciasne na naszą trójkę.
- Ale ja mam swoje mieszkanie, Zayn - westchnęła. - Ślusarz był w tym tygodniu i wymienił zamek. Teraz tylko muszę odebrać nowe klucze od sąsiadki i wtedy przestanę zawracać wam głowę. Znowu zamieszkam u siebie.
- Nie chcę, żebyś przestała zawracać mi głowę - powiedział, przyglądając się dziewczynie.
Missi podniosła się do siadu po turecku.
- Chyba żartujesz - prychnęła. - Jest ci wystarczająco ciężko z pracą i wychowywaniem syna. Nie mogę ci tego utrudniać. Musiałabym nie mieć sumienia.
- Przestań, Mayson - warknął i przekręcił się na plecy.
- Mówię prawdę.
- Właśnie, że nie - uniósł głos, a potem przymknął powieki i potarł czoło palcami. - Od kiedy tu jesteś, jest mi łatwiej to wszystko pogodzić. Wiem, że Mike będzie miał ciepły, normalny obiad jak wróci ze szkoły. Wiem, że nie będzie musiał sam na mnie czekać i będzie miał się do kogo odezwać - wyliczał. - Najlepsza jest świadomość, że kiedy wracam z pracy, ktoś na mnie czeka.
- Nie domyślałam się, że to dla ciebie aż ta ważne - wymamrotała. - Przepraszam, ale też musisz mnie zrozumieć. Przez ostatni czas byłam sama. Byłam traktowana jak ostatnia szmata. Mojego poczucia własnej wartości nie ma. Zabrano mi godność i pewność siebie. Zabrano mi wszystko.
- Rozumiem i uwierz, że w pewien sposób bardzo mnie to boli. Żałuję, że nie mogłem ci pomóc. Że nie umiałem tego zrobić - jęknął zrezygnowany. - Chciałbym to wszystko cofnąć. Wiesz, że od zdarzeń w burdelu zostałem kompletnie sam. W sumie mi to nie przeszkadzało, bo nic nie pamiętałem, ale potem... To wszystko gdzieś powoli o sobie przypominało. Co prawda, nie pamiętam rodziny, ale wiem, że gdzieś jest. Potem dowiedziałem się, że mam syna i że muszę się nim zająć. To chyba było najgorsze. Bałem się odpowiedzialności bycia ojcem.
Mayson położyła się i przytuliła do boku mulata. Ułożyła głowę na jego torsie, co okazało się być idealnym rozwiązaniem.
- Dziękuję za wszystko, Zayn - powiedziała cicho. - Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna za te wszystkie sytuacje, w których mi pomogłeś. Może gdyby nie ty, już dawno zamęczyliby mnie na Kubie. Nie wiem, czy na to zasłużyłam.
- Nie dziękuj. Nie zniosę tego - odparł z bólem w głosie. - Poza tym, nic nie dzieje się bez przyczyny.
Przeniósł dłoń na plecy Missi i zaczął je pocierać.
- Taka jest brutalna prawda.
- Zawrzyjmy umowę - zaproponował.
Podniosła na niego wzrok.
- Jaką?
- Od dzisiaj nie wspominamy przeszłości i zajmujemy się tylko teraźniejszością. Oboje wiem, jak szybko życie może spłatać figle. Zgadzasz się?
- Tak - odpowiedziała bez zastanowienia.
Pasowało jej to. Nienawidziła się za przeszłość. Być może teraz miała szansę na rozpoczęcie nowego, lepszego życia.
- Więc ogłaszam, że umowa obowiązuje od teraz.
Missi zachichotała. Zayn pocałował ją w czubek głowy, a ona westchnęła.
- Jesteś moim bohaterem, Zayn - przyznała szczerze i mocniej wtuliła się w ciepłe ciało.
Nie zareagował.
Przez kilka sekund bił się z myślami.
- Jesteś moim ostoją, Missi.

To był właśnie ten moment.
Po takim czasie pierwszy raz to usłyszała.
Wypowiedział jej imię.

***

"Miłość zawsze mówi więcej o tych, którzy ją odczuwają, niż o tych, którzy są jej obiektem."

---------------------------------------------------------------

I co myślicie o Zayson?
Uda im się?
A może nie będą dla siebie wystarczający?
Może wydarzy się coś złego?

Czekajcie z niecierpliwością, skarby! xxx