17 września 2015

21.

Missi obudziła się dwa dni później, w piątek. Zaskoczona zobaczyła śpiącego na na krześle Zayna. Jego głowa była oparta o łóżko, tuż obok jej ręki. Nie mogąc się oprzeć i leciutko pogłaskała go po włosach. Mulat mruknął coś pod nosem i powoli podniósł się do pionu, przecierając oczy. Mayson patrzyła na niego z lekkim uśmieszkiem, podziwiając chwilę, w której wyglądał naprawdę uroczo.
- Obudziłaś się - wyszeptał z szeroko otwartymi oczami.
Dziewczyna skinęła głową i posłała mu skruszone spojrzenie.
- Przepraszam za to, co się stało - wychrypiała. - Nie chciałam, żeby tak wyszło.
Komisarz odchrząknął i poprawił się na krześle.
- Co się stało, to się nie odstanie. - Wzruszył ramionami. - Teraz musimy o ciebie zadbać.
Zarumieniła się słysząc "musimy". Nie sądziła, że będzie mu zależało na opiekowaniu się nią. Widząc jej zmartwione spojrzenie, mulat powiedział:
- Przecież ci powiedziałem, że mi na tobie zależy.
Missi przełknęła ślinę i uśmiechnęła się słabo.
- Myślałam, że to mi się tylko przyśniło.
Spuściła na chwilę głowę, bawiąc się swoimi palcami.
- No uśmiechnij się. - Potarł kciukiem jej policzek. Tym ruchem spowodował, że jej usta rozciągneły się jeszcze bardziej. - Teraz lepiej.
- Kiedy będę mogła wyjść ze szpitala? - zapytała z nadzieją, że usłyszy to, co tak bardzo chciała usłyszeć.
- Lekarz zadecyduje, jak tylko skończy cię badać. Pójdę go zawołać.
Malik wyszedł na korytarz, dając jej przed wyjściem przeciągłe spojrzenie. Szybko znalazł lekarza, który opiekował się Mayson i poprosił go do sali. Sam został na zewnątrz.
Zastanawiał się, czy przyznać się dziewczynie, że siedział z nią każdą noc spędzoną w szpitalu. Kiedy tylko zobaczył przerażającą kartkę na drzwiach od mieszkania, zawrócił i postanowił nie opuszczać jej na krok. Teraz był pewien, że groziło jej prawdziwe niebezpieczeństwo. Bandyci byli w jego mieszkaniu niezauważeni. Koniecznie będzie musiał porozmawiać z policjantami pilnującymi okolicy pod blokiem.
- Skończyłem - lekarz przerwał jego rozmyślania. - Może pan ja zabrać do domu. Niech pan o nią dba i co jakiś czas wyśle na badania kontrolne.
- Zapamiętam - obiecał i uścisnął rękę lekarza z wyrazami wdzięczności.
Odetchnął z ulgą i wrócił do sali. Missi była już na nogach.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytała nagle podczas poprawiania się w lustrze.
- Słucham? - zapytał zaskoczony, zatrzymując się w pół kroku.
- Doktor powiedział mi, że spędziłeś tutaj każdą noc, którą tu przeleżałam. - Odwróciła się i położyła ręce na biodrach.
Mulat, zbity z tropu tym pytaniem, nie wiedział jak się wytłumaczyć.
- Ja... - zaczął, ale dziewczyna nie dała mu skońzzyć.
- Powiedziałeś też , że jesteś moim narzeczonym.
- Inaczej nie pozwoliłby mi zabrać cię do domu - wytłumaczył.
Mayson westchnęła głęboko i potarła dłonią czoło.
- Dobrze. Niech będzie, że rozumiem.
Zayn nie wiedział, co ją tak zdenerwowało. Postanowił nie drążyć tematu, bo i tak była zmęczona.
- Gotowa? - zapytał, chcąc odwrócić jej uwagę od wcześniejszej rozmowy.
- Mhm - mruknęła i przeszła obok niego.
Malik złapał ją jedną ręką w pasie i przyciągnął do siebie. Przycisnął jej plecy do swojego torsu i pochylił głowę, żeby być bliżej jej ucha.
- Nie bądź zła - wyszeptał. - Nie lubię, kiedy się na mnie złościsz. Naprawdę chciałem dobrze.
Mimo tego, że znał ją jakiś miesiąc, od niedawna nie potrafił opanować chęci dotykania jej. Obawiał się, że dziewczyna poczuje się wykorzystywana albo zagrożona.
Nie chciał tego.
Mayson przestała oddychać. Dotyk Malika na jej ciele sprawiał, że jej ciało skupiało się tylko na tym.
- Nie gniewam się - odpowiedziała cichutko, rozproszona przez oddech mulata na szyi.
- Cieszę się. - Puścił ją, przekładając rękę na dół jej pleców. - Obawiam się, że będę musiał cię wziąć za rękę, albo objąć - przypomniał. - W końcu jesteśmy narzeczeństwem.
Missi przygryzła wargę i splotła ich palce. Zayn poczuł jakby ukłucie w miejscu zetknięcia ich dłoni.
- Więc chodźmy - rzuciła, oddychając ciężko.
Jej organizm miał inne zdanie względem komisarza i chciał być przy nim jak najczęściej. Mayson wcale nie zamierzała się z tym kłócić.

***

Missi nie puściła jego dłoni aż do momentu dotarcia do domu. Dopiero, kiedy przekroczyli próg, rozpletli swoje palce. Onieśmielona dziewczyna zamknęła się w łazience. Zayn poszedł do kuchni, żeby przygotować obiad. Za dwie godziny musiał wyjść do pracy.
- Nie pracujesz dzisiaj? - Missi zaskoczyła go pytaniem.
Wykapała się, przebrała i usiadła przy kuchennym stole. Była druga po południu i zapowiadał się ładny dzień, mimo że był początek listopada.
- Pracuję.
- Więc czemu jeszcze tu jesteś? - Zmarszczyła czoło na jego dziwne zachowanie.
- Musiałem cię odebrać  ze szpitala.
- Chyba najpierw musiałeś z niego wrócić - zironizowała. - Spędziłeś tam tyle nocy...
Mulat zacisnął szczęki, starając się skupić na przygotowywaniu posiłku.
- Nie musiałeś tego robić - dodała ściszonym głosem.
- Przestań już - syknął, nie chcąc słuchać jej użalania się nad nim.
Dziewczyna uniosła wysoko brwi i zamilkła. Malik odwrócił się w jej stronę i odetchnął głośno.
- Musiałem być przy tobie - wymamrotał, patrząc w podłogę.
- Jak to?
- Musiałem i tyle.
Missi zastanowiła się  przez chwilę. Wpadło jej do głowy, że to dziwne zachowanie komisarza mogło mieć związek z Tomlinsonem.
- Coś mi grozi, prawda? - zapytała niepewnie.
- Pozwól, że już ja zadbam o twoje bezpieczeństwo - zakończył dyskusję.
Ciągle zastanawiał się, czemu nie umiał dać sobie spokoju. Przerażał go fakt, że zaczął angażować się emocjonalnie.
- Mam prawo wiedzieć! - zdenerwowała się, wstając gwałtownie . - Powiedz mi!
- Nie krzycz na mnie - powiedział spokojnie.
- Powiedz mi, co się stało, że musiałeś pilnować mnie przez cały mój pobyt w szpitalu - zażądała. - Teraz.
Zayn podał jej małe zawiniątko, nic nie mówiąc. Missi przeczytała nabazgraną wiadomość i zamarła. Oczy napełniły jej się łzami. Karta wypadła jej z dłoni prosto na podłogę.
- Boję się - powiedziała cichutko, patrząc w podłogę. - Tak strasznie się boję.
Malik nie czekając, wziął dziewczynę w ramiona i nie puszczał przez kolejne kilkanaście minut, bojąc się, że rozpadnie się na kawałki.

***

- Nie mogę cię tu zostawić. - Komisarz złapał się za włosy i pociągnął.
Krążył po pokoju, zastanawiając się, co zrobić. Za chwilę będzie musiał wyjść do pracy, ale nie mógł opuścić przerażonej dziewczyny.
- Musisz pojechać ze mną - zadecydował.
- Jesteś pewien, że twój szef nie będzie miał nic przeciwko? Już wiele razy przesiadywałam u ciebie w biurze i może się zdenerwować.
- Nic mu nie będzie - mruknął i włożył marynarkę. - Ubierz się w coś ciepłego.
Kilka minut później oboje siedzieli w samochodzie. Zayn przywołał do siebie jednego z patrolujących policjantów. Wysiadł z samochodu, ale nie odszedł od drzwi, dzięki czemu Mayson słyszała ich rozmowę.
- Jak do tego doszło? - zapytał mulat przerażająco spokojnym głosem.
- Nie wiem. Musiał wykorzystać naszą nieuwagę.
Policjant był wyraźnie zawstydzony, że nie potrafili dopilnować takiej błahej rzeczy.
- Jaką nieuwagę? Zażądam zmiany warty i nie ważcie pokazywać mi się na oczy. Gdyby była w domu i coś by się jej stało, to bym was zabił.
Te słowa sprawiły, że serce Missi zabiło szybciej niż normalnie. Z jednej strony poczuła strach, ale z drugiej zrobiło jej się miło, że ktoś naprawdę się o nią troszczył.
Nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że Malikowi na niej zależało.

***

- Missi - wyszeptał Zayn. - Missi, obudź się.
Dziewczyna leniwie uniosła powieki i przeciągnęła się. Zakryła usta, żeby ziewnąć i w końcu się rozbudziła.
- Co się stało? - wymamrotała, przecierając oczy.
- Zasnęłaś na kanapie. - Uśmiechnął się lekko. - Nic cię nie boli? Jest strasznie niewygodna.
- Mogło być lepiej, ale dziękuję za troskę.
Masyon uśmiechnęła się szeroko, widząc że Zayn tak bardzo się przejmował. Przykucnął tuż obok niej, przez co ich twarze były bliżej siebie niż zazwyczaj, kiedy rozmawiali. Przeszył ja nieznajomy dreszcz. Nigdy wcześniej nie miała takiego uczucia.
Zayn odchrząknął, kiedy zaczął czuć napięcie między nimi.
- Wracamy do domu - poinformował i wstał na równe nogi.
Szatynka dźwignęła się do góry, ale zakręciło się jej w głowie. Malik w porę zareagował i złapał ją za ramiona. Przysunął bliżej siebie i uważnie się jej przyjrzał.
- Missi? - zmrużył oczy, czekając aż ona otworzy swoje. - Jesteś ze mną?
- Mhm. - skinęła słabo głową.
Nie miała siły, więc oparła głowę na klatce piersiowej komisarza i wzięła kilka głębokich wdechów. Kiedy do jej nosa wdarły się perfumy mulata, myślała że całkowicie odleci, bo pachniał wyśmienicie. Ręce Zayna przesunęły się po jej plecach i tam zostały.
- Żyjesz?
- Tak, tak - wymamrotała. - Przepraszam.
- Nie przepraszaj - upomniał. - Wzięłaś dzisiaj witaminy?
- Mhm.
- Mów do mnie.
- Tak, wzięłam.
Nastąpiło milczenie, a oni w dalszym ciągu stali w tej pozycji.
- Wygodnie ci? - odezwał się nagle Malik.
Rozbawienie było wyraźne w jego głosie.
- Bardzo - Mayson rzuciła sennie.
- Nie usypiaj, bo będę musiał cię zanieść do samochodu - zaśmiał się krótko. - Przez cały wydział.
Dziewczyna podniosła na niego wzrok i uniosła brew.
- Czy pan się właśnie zaśmiał, panie komisarzu?
- Nie, skąd - zaparł się, poważniejąc.
Missi wywróciła oczami i potrząsnęła głową.
- Już się obudziłam. - Wyprostowała się i poprawiła włosy. - Chodźmy, bo padam z nóg.

***

Na dworze było już ciemno. Komisarz mknął drogą, chcąc jak najszybciej dotrzeć z Mayson do mieszkania. Nie lubił ciemności, chociaż się nie bał.
Nie bał się o siebie, tylko o nią.
- Kiedy znowu odwiedzi cie twoja narzeczona? - zagadnęła znudzona Missi.
- Była narzeczona - spochmurniał, słysząc niekomfortowe pytanie.
- Właśnie - poprawiła się, widząc minę mulata. - Nie złość się. Tylko zapytałam.
Skinął głową, patrząc przed siebie. Wiedział, że już dawno powinien powiedzieć Mayson o tym, ze ma syna.
- Chętnie zobaczyłabym się z tym chłopcem. Był naprawdę uroczy. Miał na imię Mike, prawda?
- Tak.
- Milutki z niego chłopiec.
- Z ładnymi oczami - dodał Zayn.
Dziewczyna zarumieniła się na wspomnienie próby flirtu z komisarzem. Ale to, co powiedziała było prawdą. Obaj mieli takie same, piękne, brązowe oczy.
Nagle wpadła jej do głowy niepokojąca myśl.
- Zayn... - zaczęła niepewnie. - Czy Mike to twój...
Nie zdążyła dokończyć. Ktoś z impetem wjechał w ich samochód, powodując dachowanie auta Zayna, które przetoczyło się kilka razy i zatrzymało w rowie.
Malik odzyskał przytomność jako pierwszy. Odwrócił się i zobaczył poobijaną dziewczynę. Miała rozbitą głowę i krew ciekła jej po twarzy. Była strasznie blada.
- Missi?
Nie zareagowała.
- Missi! - wrzasnął spanikowany.
Wyplątał się z pasów i próbował otworzyć drzwi. Udało mu się dopiero za trzecim razem. Czuł, ze miał wybity bark i skręconą kostkę, ale mimo bólu przeszedł na drugą stronę i szarpnął zdrową ręką za drzwi pasażera. Ustąpiły szybciej niż jego.
- Masyon, słyszysz mnie? - zapytał gorączkowo.
Dziewczyna w dalszym ciągu nie reagowała.
- Proszę powiedz, że mnie słyszysz - błagał. - Obudź się.
Delikatnie wyswobodził ją z pasów i wyjął z auta. Czując zapach paliwa, jak najszybciej oddalił się z dziewczyną na bezpieczną odległość. Obawiał się eksplozji silnika.
Położył ją na trawie i wyciągnął telefon, który na szczęście pozostał sprawny. Wezwał pogotowie, cały czas obserwując nieprzytomną dziewczynę. Już wcześniej sprawdził jej puls, więc wiedział że żyła.
Jeszcze...
Pochylił się nad nią i przytulił policzek do jej policzka. Wsłuchał się w jej nikły oddech. Nie wyobrażał stracić jej teraz, kiedy zaczynał żywić do niej coś więcej niż tylko sympatię. Od dawna nie traktował jej jak normalnego świadka, bo żadnemu innemu nie pozwolił nocować u siebie. Była kimś wyjątkowym i on doskonale o tym wiedział. Nie chciał, żeby ta znajomość zakończyła się tak nagle.
- Proszę nie zostawiaj mnie, mała - wyszeptał, roniąc łzę.

2 komentarze:

  1. Po prostu Genialne.! <3 Czekam na następny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boooże *-* Więcej chcę tych rozdziałów :)

    OdpowiedzUsuń