15 czerwca 2015

2.

Kiedy samochód, niewyróżniający się pośród innych, zatrzymał się przed budynkiem wyszedł z niego Malik. Szybkim krokiem podążył do windy , gdzie wcisnął guzik oznaczony piątką. Stylesa podwieźli do domu, gdyż czas jego pracy na dzisiaj się skończył. Jutro miał zająć pełny etat i nowe biurko.
Na drugim piętrze do Zayna dołączyła ładna blondynka. Wyglądała przyzwoicie i elegancko, a z tego co mulat się orientował, była nowa w wydziale zabójstw. Nie mieli jeszcze okazji, żeby się poznać. Kobieta posłała mu delikatny uśmiech, wchodząc do środka. Nie odezwali się do siebie słowem. Komisarz wysiadł na swoim piętrze i gwałtownie wkroczył do biura przełożonego.
- Co słychać, Malik? - zapytał wyraźnie zaskoczony Richard.
- To dom publiczny Tomlinsona. Jestem pewny na sto procent.
- Domyślałem się, że to prawda. Coś jeszcze?
- Widziałem go.
Steel przystanął w bezruchu i zmierzył Malika twardym spojrzeniem.
- Jak to? Zauważył cię?
- Nie.
- Dobrze. - mężczyzna odetchnął z ulgą.
- Podjechał pod tylne wyjście samochodem, którym kierował jego wspólnik, niejaki Liam Payne. Na tyle ile mogłem zobaczyć, to przywiózł ze sobą jakąś dziewczynę.
- Pewnie kolejna dziwka.
- Niewykluczone.
Mężczyźni mierzyli się wzrokiem. Każdy zastanawiał się nad jednym - jak przyskrzynić Tomlinsona?
- Gdzie Styles? - odezwał się nagle Steel.
- Wrócił do domu. Na dzisiaj już skończył, ale jutro mi pomoże.
- W porządku. Coś jeszcze chcesz mi przekazać?
- Nie, to wszystko.
Richard skinął głową, co oznaczało koniec rozmowy. Zayn odpowiedział tym samym i wrócił do swojego biura.
- Komisarzu. - zatrzymała go Bella. - Telefon do pana.
- Przełącz na moje biuro.
Zamknął za sobą drzwi odrobinę za mocno i usiadł za biurkiem. Chwilę później rozbrzmiał dzwonek telefonu. Podniósł słuchawkę.
- Cześć, synu. - usłyszał po drugiej stronie ciepły głos rodzcielki.
- Witaj, matko.
- Nie mów do mnie w oficjalny sposób. - skarciła go.
- Przepraszam. - bąknął.
- Zacznijmy jeszcze raz. Cześć, synu.
- Cześć, mamo.
- Teraz lepiej. - zaśmiała się. - Co słychać?
- Nowa stara sprawa.
- Cóż to takiego? - zdziwiła się.
- Wiesz, że nie mogę ci nic powiedzieć.
- Odwiedzisz nas w weekend? - zapytała ze słyszalną nadzieją w głosie.
Zwinnie zmieniła temat, co było na rękę mulatowi.
- Nie dam rady. - westchnął ciężko, opadając na oparcie fotela.
- Nie widziałam cię pół roku, a poza tym Tiffany będzie na obiedzie w niedzielę.
- Mamo. - ostrzegł.
Przetarł twarz dłonią i rozluźnił krawat.
- Co? - pisnęła. - To bardzo miła dziewczyna.
- To, że przyjaźniliśmy się w podstawówce nie znaczy, że weźmiemy ślub. Dlaczego ciągle próbujesz mnie z nią zeswatać?
- Nie próbuję. - skłamała.
Prychnął.
- Jasne.
- Zayn...
- Mamo, proszę nie zaczynaj tego tematu. Jestem zmęczony i nie chcę o tym dyskutować. - oznajmił chłodno.
- Jesteś na tyle dorosły, że już powinieneś mieć kogoś. Chciałabym mieć wnuki. Dobrze wiesz, że jesteś jedynakiem i...
- Rozłączę się, jeśli nie przestaniesz. - ostrzegł, przerywając rodzicielce.
- Nie zrobisz tego matce. - powiedziała pewna siebie.
- Do usłyszenia. - rzucił dla żartu.
Odstawił telefon od ucha i uśmiechnął się szeroko, słysząc krzyczącą rodzicielkę.
- Mówiłem, że potrafię to zrobić.
- Dobrze... Zwracam honor. - mruknęła kobieta.
- Musze kończyć. Pozdrów tatę.
- On też cię pozdrawia. Kocham cię, synu.
Rozłączył się.
Stwierdził, że nie ma sensu, żeby siedział w pracy, kiedy tak naprawdę nie miał nic do roboty. Zayn sprawdził czy wszystko ma przy sobie i wyszedł.
- Na dzisiaj skończyłem. - powiedział sekretarce. - Jak tylko uporasz się z aktami, zamknij moje biuro.
- Oczywiście. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Do widzenia, Bello.
- Do zobaczenia, panie komisarzu. - rzuciła za nim. patrząc na jego oddalającą się sylwetkę.
Kobieta marzyła, żeby mieć kogoś takiego u swojego boku. Niestety zamiast nieziemsko przystojnego młodziana musiała zadowolić się zgorzkniałym mężem.
Wyobrażała sobie, jak świetnie wyglądałaby z komisarzem na wszelkich bankietach i przyjęciach organizowanych przez znajomych Malika, którzy byli szychami w niejednej dziedzinie. Niestety od trzech lat nic nie zdołała zrobić w tym kierunku. Zayn utrzymywał względem niej czysto zawodowe relacje.
Był prawdziwym profesjonalistą.

***

Missi siedziała grzecznie w pokoju, czekając na Louisa. Ten się jednak nie zjawiał. Bała się, że zapomniał o niej i poszedł przespać się z jedną ze swoich dam do towarzystwa. Tomlinson nie był znany z wierności, nie bawił się w związki. Po co, skoro miał dziewczyn na pęczki? Jednak ona była o niego zazdrosna, gdy tak naprawdę nie byli w prawdziwym "związku".
Dziewczyna przechadzała się po pomieszczeniu, coraz bardziej się denerwując. Zamykał ją jak jakieś zwierze, które trzeba było mieć pod stałą kontrolą. Wiedział, że ona nie uciekanie, ale nie chciał żeby sprawiała mu problemy, kiedy ten zajęty był swoimi sprawami. Do tego wszystkiego policja zwaliła mu się na głowę. Musiał zachować wszelką ostrożność.
Szatynka podeszła do drzwi i nacisnęła klamkę. O dziwo okazały się otwarte. Zła na siebie, że siedziała w pokoju bez potrzeby, wyszła na korytarz. Czerwone ściany ozdabiały obrazy nagich kobiet. Dość przewidywalne ze względu na miejsce w jakim właśnie się znajdowała. Missi przewróciła oczami i skierowała się w głąb budynku. Zza rogu usłyszała śmiech i ożywioną rozmowę.
- Louis? - odezwała się, widząc go trzymającego na kolanach jedną z dziwek.
Odwrócił głowę w jej stronę i zmroził ją spojrzeniem.
- Co ty tu robisz? - uniósł się. - Kazałem ci siedzieć w pokoju.
- Nudziłam się. - wymamrotała pod nosem. - Nie możesz zamykać mnie samą w swoich pokojach. Czuję się jak jakaś dziwka.
- Tutaj są same dziwki. - zarechotał.
Uraził ją.
Missi rozejrzała się po pomieszczeniu. Kilka par oczu, należących na przemian do innych mężczyzn i kobiet do towarzystwa, spoczywało na niej. Speszyła się swoim zachowaniem. Kim ona była, żeby stawiać się Louisowi?
Nikim.
- Wracaj do pokoju! - krzyknął nagle.
Po kręgosłupie przebiegły ją dreszcze. Nagłe zmiany nastroju stawały się coraz częstsze.
- Wynocha! - wstał gwałtownie, przez co dziewczyna z jego kolan o mały włos nie uderzyła twarzą o podłogę.
- Louis ja... - zaczęła niepewnie.
- Głucha jesteś? - przerwał jej.
Podszedł do niej tak, że ich ciała dzieliło kilka centymetrów. W oddechu mężczyzny można było wyczuć alkohol. Mocny alkohol i drogie cygaro.
- Mogę wrócić do domu? - zapytała cicho, patrząc w podłogę.
- Słucham? - prychnął. - Ty nie masz domu.
Zabolały ją te słowa, ale starała się nie zwracać na nie uwagi.
Robił to zawsze... Poniżał ją, kiedy nie był trzeźwy albo gdy był wściekły. Tym razem te dwie rzeczy się połączyły. Tomlinson własnie przed dziesięcioma minutami dowiedział się, że Malik kręci się w pobliżu i zamierza przeszkodzić mu w nowym interesie. Zanim ona przyszła, te kilka dziewcząt zdołało rozluźnić atmosferę, ale teraz było za późno.
Zdenerwował się.
- Ja...
- Już się nie jąkaj, tylko wracaj tam, gdzie cię zostawiłem. - syknął.
Dziewczyna stała jak sparaliżowana. Wcześniej tak się nie zachowywał. Musiała znosić takie traktowanie przez ostatni miesiąc. Nie mogła odejść... Nie miała gdzie.
Szatyn nie wytrzymał i zamachnął się. Jedyne, co można było zarejestrować to głośny dźwięk zderzenia dłoni z policzkiem niewinnej Missi. Potem były już tylko wstrzymywane łzy, łkanie i szarpanie. Została zaciągnięta do tamtego pokoju siłą przez jednego z ochroniarzy Louisa. Mayson postanowiła sobie, że wytrzyma.
Tylko jak długo?

***

Malik odstawił pustą już szklankę po bursztynowym alkoholu na stolik. Siedział w salonie na kanapie, ubrany w dżinsy i ciemny podkoszulek. Mieszkał w dość dużym mieszkaniu, jak na niego samego, które znajdowało się w jednym z budynków dość niedaleko komisariatu. Może nie było luksusowe, ale to nie był styl Zayna. Ważne, że czuł się tu dobrze i mieszkał w nim od początku.
Własnie wrócił z siłowni i się wykąpał. Męczyła go sprawa Tomlinsona. Z transu wyrwał go dźwięk powiadomienia, wydobywający się z komórki. Po sprawdzeniu okazało się, że dostał maila od swojej sekretarki.

"Przesyłam panu zdjęcia zrobione przez naszego fotografa. Myślę, że zaciekawią pana komisarza."

W załączniku znajdowało się kilka plików graficznych, które mulat od razu wydrukował. Przedstawiały one dom Tomlinsona, nowy dom publiczny i miejsca, w których widziano go w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin.
- Super. - powiedział do siebie.
Zastanawiało go jedno... Czemu Bella o tej porze zajmowała się pracą? Dawno wybiła dwudziesta pierwsza.
Pani Dreal siedziała nad swoim skromnym biurkiem w niewielkim mieszkaniu gdzieś w centrum miasta. Mąż jak zwykle okupował telewizor, śledząc głupie teleturnieje. Jedyne czym się interesował, to jedzenie i rachunki za kablówkę, które musiały być spłacone w terminie. Pogodziła się z tym życiem, które nie przynosiło nic prócz smutku i zawiedzenia.
Komisarz uważnie prześledził zdjęcia. Na każdym pojawiała się ta sama dziewczyna. Czyżby Tomlinson znalazł sobie kogoś do towarzystwa na dłużej niż jedną noc? Równie dobrze mogła to być jego kolejna zabaweczka, którą testował. Z drugiej strony Zayn zauważył, że nie poświęcał jej takiej uwagi jak swoim poprzednim "partnerkom", a przynajmniej nie publicznie. Czarnowłosy wybrał numer Stylesa, który zdobył z jego dokumentów.
- Słucham? - odezwał się zachrypnięty głos. - Kto mówi?
Mulat mógł usłyszeć jak otwiera usta, żeby ziewnąć. Obudził go.
- Malik. - odpowiedział.
- Cześć.
- Obudziłem cię?
- Tak jakby.
- Niestety to będzie się powtarzać. - rzucił poważnie.
Harry liczył na jakieś skromne "przepraszam" albo "w takim razie nie będę ci przeszkadzał", ale podświadomie wiedział, że nie może liczyć na takie gesty ze strony swojego nowego partnera.
- O co chodzi? - zapytał nowy, przeciągając się leniwie.
- Mam dla ciebie pierwsze poważne zadanie.
Styles miał ochotę pisnąć z radości, ale w porę się powstrzymał. To nie byłoby męskie.
- Słucham?
- Z racji, że twoja ciekawość dotrze wszędzie, chcę żebyś znalazł mi wszystkie możliwe informacje na temat dziewczyny, której zdjęcie właśnie wysłałem ci na maila.
- Musze już teraz?
- Tak.
- Ale...
- Jeśli chcesz ze mną pracować nie możesz marudzić, a tym bardziej dyskutować. Mam swój system pracy, a ty się do niego dostosujesz, jasne?
- Tak jest, szefie. - bąknął chłopak.
- Partnerze. - poprawił go mulat. - Jesteśmy partnerami. Po prostu jestem bardziej doświadczony i tyle. Nie czuj się przez to gorszy.
- Zabieram się do roboty.
- Powodzenia.
Malik się rozłączył.
Przeszedł do sypialni i przebrał się w dresy. Jedyne na co miał ochotę po takim dniu, to sen. Musiał wszystko przemyśleć, ale najważniejsze było przespanie się z każda poważniejsza sprawą.

***

Missi i Louis wrócili do domu kilka minut przed dwunastą w nocy. Dziewczyna musiała słuchać przez ścianę jak jej "chłopak" zabawia się z kilkoma dziwkami na raz. Chciała płakać, ale nie potrafiła.
Nie mogła.
Nie umiała.
Nie zależało jej na Tomlinsonie tylko na tym, żeby jej nie odtrącił, bo nie miałaby gdzie się podziać.
- Umyj się, rozbierz i wejdź pod kołdrę. - rozkazał, rozbierając się z kurtki.
Był kwiecień, ale nie było najcieplej.
- Nie mam ochoty na seks. - odpowiedziała spokojnie, patrząc na jego skupioną twarz.
- Pytałem czy masz ochotę? - zapytał ironicznie.
Szatynka zaprzeczyła głową i spuściła wzrok na swoje zniszczone buty. W głowie pojawiła jej się myśl, że powinna się wybrać na zakupy.
- Więc zrób, to co powiedziałem i nie dyskutuj.
- Ale ty dopiero byłeś z tamtymi dziewczynami i...
Nie skończyła zdania, kiedy gwałtownie jej przerwał.
- One to one, a ty to ty! - krzyknął. - Nie dyskutuj!
Missi spięła się i skuliła. Mężczyzna od razu to zauważył.
- Przepraszam, kochanie. - pogładził ją dłonią po policzku. - Wiesz, że teraz mam ciężki okres w życiu.
- Mhm. - przytaknęła pokornie.
- W taki razie zrób mi przyjemność i wskocz jak najszybciej do łóżka. - powtórzył swoje żądanie łagodniej i z lekkim uśmiechem.
Nie podobało jej się to.
Wiedziała, że nie chciał pieprzyć się z nią dla nich, dla ich uczucia, tylko dla własnej przyjemności. Dziewczyna nie mogła wyzbyć się myśli, że niedawno robił to z dziwkami, a teraz dotknie jej. Biorąc prysznic zastanawiała się, czy już zawsze tak będzie wyglądało jej życie.
Nie zdawała sobie sprawy, że to wszystko nabierze większego tempa niż przewidywała. Niedługo w jej życiu nic nie będzie przypominało obecnej sielanki...

1 komentarz: